Wiem, że nie mieszkamy razem i że większość tego, co robię w weekendy, widzicie tylko na zdjęciach albo wcale. Ta strona ma to trochę naprawić — dosłownie, bo tu głównie coś naprawiam.
Będę tu pokazywał, jak z zepsutego laptopa, kawałka rury i za dużej ilości kawy powstaje coś, co działa (czasem). Bez lania wody, bez udawania eksperta — tak jak zawsze, czyli z jedną ręką w gniazdku i drugą trzymającą instrukcję do góry nogami.
Znajdziecie tu wszystko, co się dzieje w tym garażu: ożywianie komputerów, które oficjalnie „nadają się tylko na złom”, spawanie różnych konstrukcji o wątpliwej stabilności statycznej, i projekty, które zaczynają się od „chyba zrobię to sam”, a czasem kończą się telefonem do prawdziwego fachowca. Pokazuję też wpadki, nie tylko błyszczące efekty końcowe — bo łatwiej się czegoś nauczyć, widząc, jak coś nie wyszło za pierwszym (albo trzecim) razem.
Nie chodzi o to, żeby zrobić z tego poradnik. Chodzi o to, żebyście — nawet z drugiej strony mapy — mogli wieczorem zajrzeć tu i pomyśleć „a, to właśnie teraz kombinuje tata”. Może kiedyś sami spróbujecie czegoś podobnego. A może po prostu podśmiejecie się z kolejnej katastrofy budowlanej — też dobrze.
Jak coś Was zaciekawi albo macie pomysł, co powinienem następnym razem rozkręcić — piszcie. Warsztat zawsze ma miejsce dla dwóch par małych rąk.